Siedzieliśmy jeszcze tak chwilę rozmawiając na różne tematy do momentu ,aż zrobiło nam się zimno:
-Wiesz Jaś jest mi już strasznie zimno musimy wychodzić-spojrzałam na niego.
-To możesz wychodzić-uśmiechnął się.
-Ale ja nie jestem ubrana...
-Uwierz mi to nie przeszkadza.
-No proszę chociaż podaj mi ręcznik.
-Coś za coś przykro mi-znów szeroko się uśmiechnął.
-Czego chcesz?-zaczęłam się śmiać.
-Hmmm chcę abyś dzisiaj zgodziła się na to co zaplanowałem-mrugnął do mnie.
-Mam się bać?-uśmiechnęłam się.
-Ja bym się chyba bał .
-No dobra zgoda ,ale to ze względu na to ,że mam urodziny-wyciągnęłam rękę w stronę ręcznika.
-Masz godzinę na przygotowanie się potem wychodzimy-wstał i poszedł się przebrać.
Trzeba się zbierać Paula.Wyszłam z wanny ,wytarłam się i poszłam w ręczniku do pokoju.Teraz tylko trzeba się zastanowić w co się mam ubrać.Dobra zaszalejemy założę nowy prezent o Jasia może się przydać...zaśmiałam się sama do siebie.Na to założę białą bluzkę sięgającą do połowy
brzucha,granatową rozkloszowaną spódniczkę , klasyczne czarne szpilki ,jeszcze tylko parę dodatków i jestem gotowa.Spoglądałam na siebie i wydawało mi się ,że wyglądam o dziwo bardzo dobrze. Wyszłam z pokoju zamykając cicho drzwi.Zeszłam po schodach do salonu ,w którym siedział Jaś:
-Jestem gotowa,chyba-spojrzałam na swoje nogi.
-Wyglądasz pięknie moja królewno-uśmiechnął się.
-Wydaje mi się ,że jednak coś tutaj nie gra.
-Jest idealnie-podszedł do mnie i pocałował mnie w policzek.
-A nie jestem .... no wiesz za gruba na taką spódnicę?-mój wzrok powędrował na splecione palce rąk.
-Uwierz mi ,że gdybym miał taką piękną kobietę jak ty to bałbym się ją wypuścić z domu bo jesteś po prostu taka idealna.
-No to skoro tak to idziemy?
-Zamknij oczy-mówiąc to złapał mnie za rękę.
-No dobra ,ale troszkę się boję.
-To tylko niespodzianka spokojnie-pocałował mnie w czoło.
Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy w stronę centrum.Potem nic już nie mogłam zobaczyć.Po kilkunastu minutach drogi byliśmy na miejscu.Jaś otworzył mi drzwi i pomógł wysiąść.Podeszliśmy kilka kroków do przodu ,a ja dalej nic nie widząc mogła tylko usłyszeć szum drzew:
-Dobra to możesz otworzyć oczy.
-Jasiek ja nie wiem co mam powiedzieć -łzy napłynęły mi do oczu.
-Nic nie mów tylko chodź tu do mnie-uśmiechnął się.
-Dziękuję jeszcze nikt nigdy nie zrobił dla mnie czegoś takiego-podeszłam do niego i mocno go przytuliłam.
-Proszę usiądź to jeszcze nie koniec niespodzianek.
Chwilę później siedzieliśmy już na kocu.Tak właśnie Jaś wynajął mały domek z jeziorkiem. Przygotował na pomoście romantyczną kolację.Wszędzie były zapalone świeczki i rozsypane płatki róż.Na pomoście był wielki koc ,a na nim kosz pełen smakołyków.W tle leciały jakieś piosenki ,a wokół nas słyszalny był szum wody i drzew co było bardzo uspakajające.On się tak napracował zrobił nawet specjalnie dla mnie truskawki w czekoladzie zastanawia mnie tylko czemu on to dla mnie robi?:
-Ja nie wiem jak mam ci dziękować.
-Nie masz za co-uśmiechnął się.
-To są najlepsze urodziny jakie w życiu miałam wiesz ?
-Cieszę się,że ci się podoba-chwycił mnie za rękę.
-Ty jesteś niezastąpiony co ja bym bez ciebie zrobiła?
-Czekaj ty tutaj zaczekaj ,zamknij oczy a ja zaraz wrócę.
-No dobrze tylko szybko ,bo chcę ten czas spędzić z tobą.
-Dobrze zaczekaj chwileczkę oki?-mówiąc pobiegł do domku.
Co on znów wymyślił? Jeśli to kolejny prezent to ja go nie przyjmuję.Nie mogę tak ciągle go obciążać swoją obecnością i problemami.Po chwili usłyszałam ,że chłopak wraca.
-Dobra to otwórz oczy.
-Jaś ja nie mogę tego przyjąć.
-Proszę to ważne-zrobił smutną minę.
-Ale tego jest za dużo starczy ,że ty tu jesteś i nie jestem sama.
-Chciałem tylko spytać czy dasz mi ... znaczy nam szansę?-mówiąc to otworzył pudełeczko ,w którym była bransoletka ze srebrnym serduszkiem ,na którym widoczny był grawer.
-Proszę cię Jaś tego jest za dużo już.
-Zadałem ci pytanie odpowiedz proszę cię-podniósł moją głowę do góry.
-A czy możesz mi dać jeszcze troszkę czasu?-popatrzyłam mu w oczy.
-Mówiłaś,że się zgadzasz na wszystko-był smutny.
-Ale ja nie powiedziałam ,że nie tylko daj mi to jeszcze przemyśleć.
-Dobrze ,ale przyjmij to-mówiąc to dał mi duży bukiet fioletowych róż ,a na mojej ręce znalazła się cudowna bransoletka.
-Dziękuję-z moich oczy popłynęły łzy szczęścia.
-Chodź tu i nie płacz-przytulił mnie.
-Proszę cię nie bądź smutny z mojego powodu-wyszeptałam mu do ucha.
-Wiesz po prostu dopiero teraz czuję coś takiego ,że gdy cię przytulam to czuję ,że trzymam w swoich ramionach cały mój świat rozumiesz?-popatrzył mi w oczy.
-Powiedz czym ja sobie na to zasłużyłam?
-Niczym po prostu wystarczy ,że jesteś przepraszam,ale muszę to powiedzieć KOCHAM CIĘ!
-Wiem ,że jesteś smutny z mojego powodu ,ale ja czuję to samo...
-To czyli mogę liczyć na to ,że coś z tego będzie ?-pocałował mnie w czubek głowy.
-Szczerze? to potrzebuję jeszcze troszkę czasu ,ale myślę ,że tak...
-Dziękuję ci...
-Jesteś taki kochany-położyłam się na jego klatce piersiowej.
-Już nigdy nie wypuszczę cię ze swoich rąk obiecuję oki?
-Oki-mówiąc to przytuliłam się do niego jeszcze bardziej.
-To chodźmy do środka bo robi się już późno i zimno.
Mówiąc to wstał ,wziął mnie na ręce i zaniósł do ''naszej sypialni''.Położył mnie na łóżku ,a sam kładąc się obok mnie objął mnie ręką.Odwróciłam się do niego ,a on zaczął mnie całować po szyi zbliżając się powoli do ust.Po chwili całowaliśmy się tak zachłannie ,że brakowało nam tchu.Jednym ruchem ściągnął mi koszulkę ,a jego oczom ukazał się prezent od niego:
-Hmmm na specjalne okazje mówisz?
-No to chyba trafiłam?
-Lepiej nie mogłaś-mówiąc to zaczął całować mój brzuch.
-Czekaj ,ale ja miałem dać ci czas-oderwał się od zajęcia.
-Ale to nie znaczy ,że nie możesz mnie dotknąć.
-Mmm tak to działa-zrobił chytrą minę.
-Ale to ma pewną granicę-zaśmiałam się.
Potem robiło się coraz groźniej i goręcej,ale do niczego nie doszło bo jak zawsze ktoś musiał nam przerwać ..


